Ta strona wykorzystuje pliki COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej na ten temat możesz przeczytać w polityce związanej z ciasteczkami. Dowiedz się więcej.
 

Wszystko na sprzedaż?

Prasa w kryzysie od dekady.  Nakłady i sprzedaż dołują, reklamodawcy odchodzą... co robić? Jak utrzymać się na powierzchni? To ważne, bo właściciel oczekuje zysku, inaczej gorące krzesło szefa reklamy zajmie kolega/konkurent z biura.

Gdzie szukać ratunku? Trzeba sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać... Nie ważne, co i komu. Ważne, aby wynik był na plusie.

Od lat sponsorowane treści wkradają się na strony redakcyjne. Tylko dlaczego bez stosownego ostrzeżenia!? Redaktor prowadzący się zagapił czy winę zrzucimy na detepowca?

Redaktorzy już o niczym nie chcą pisać, jeżeli się nie zapłaci. Dzwonisz z tematem i nieodmiennie słyszysz - fajne, możemy się tym zająć, ale ile może klient wydać!?

Podobnie jak płatne treści wdzierają się do świata dzienników i magazynów, tak powoli praca PR-owca zmienia się w specjalistę ds. sprzedaży powierzchni reklamowej.

Nie mam złudzeń - sami to sprowokowaliśmy.

Niebezpieczne jest jednak nie to, że pojawiają się opłacone materiały - z tym, jak pisał Umberto Eco, potrafimy sobie poradzić, wystarczy się chwilę zastanowić - ale fakt, że prasa przestaje być nośnikiem wartościowych projektów, wiarygodnych danych i  sprawdzonych newsów. Nieuchronnie, na naszych oczach zamienia się w drapieżną harpię dyszącą w pogoni za mamoną.

Nieważne, czy zmieniasz świat, czy robisz coś dla innych. Dla redaktora będzie się liczyć tylko to, ile klient może wydać.

 

Marcin Kałużny,
prezes Agencji Kreatywnej PUBLIC PR



O co chodzi z tą demokracją?

Wybory samorządowe AD 2014 przechodzą do historii. Co prawda czeka nas jeszcze II tura, ale sytuacja wydaje się jasna.

W Katowicach walczyć będą: Marcin Krupa i Andrzej Sośnierz.

Obaj kandydaci pojawili się znikąd. Obu wyciągnięto niczym królika z kapelusza na półtora miesiąca przed wyborami. O osiągnięciach Krupy jeszcze nic nie słyszeliśmy, a jedynym sukcesem Sośnierza była śląska karta ubezpieczenia zdrowotnego - sukces sprzed 15 lat i długa cisza.

Zatem o co chodzi? Jak to możliwe, że mieszkańcy Katowic dokonali takiego wyboru?

Oczywiście Marcina Krupę namaścił sam Piotr Uszok. Młody pretendent do stołecznego fotela gwarantuje ciągłość polityki poprzedniego włodarza. Ba, wprost mówi o tym, że będzie sięgał po rady Uszoka. Innymi słowy, zamiast pełnokrwistego prezydenta, dostaniemy marionetkę!?

Andrzej Sośnierz pojawił się w grze, gdy Piotr Uszok wykonał efektowną rejteradę i PiS planujący poprzeć urzędującego wtedy jeszcze prezydenta, znalazł się w sytuacji zdradzonej panny młodej. Kuluarowa plotka głosi, że panu Andrzejowi nie spieszyło się do kandydowania, oj nie spieszyło się. Do tego stopnia, że jego sztab nie opracował ani programu wyborczego, ani jakoś szczególnie nie zabiegał o poparcie dla swojego kandydata, jakby niedowierzając w końcowy sukces.

Wyrażał to nawet swoją postawą sam kandydat - kto był na którejkolwiek z debat przedwyborczych, wie o czym mówię.

Pikanterii zaskakującym nieco wynikom dodaje fakt, że lokalne media, i to z obu stron Brynicy, z uporem lepszej sprawy kreowały starcie Krupa-Godlewski. Nie wyszło.

To, co wydarzyło się w Katowicach, jest dobitnym przykładem na to, o czym politolodzy i socjologowie mówią od dawna. Decyzje wyborców są nie do przewidzenia. A skoro tak, to wybory zamieniają się w czystej postaci hazard. Nie liczy się ani program wyborczy, ani umiejętności, ani wiedza kandydatów. Nieważne ile plakatów rozwieszą, ani jak będą duże. Nieważne, czy się zaangażują w kampanię, czy nie. I tak zdecyduje impuls dopadający wyborcę tuż nad urną do głosowania.

Czy to zwycięstwo demokracji, czy porażka samorządności?

Marcin Kałużny,
prezes Agencji Kreatywnej PUBLIC PR



FAQ

Od dwóch lat mam zaszczyt sprawować funkcję prezesa zarządu Fundacji QUALITAS. Głównym zadaniem Fundacji, jako Europejskiego Centrum Promocji Dobrych Praktyk Biznesowych, a także moim, jest organizacja oraz prowadzenie największego w Polsce programu promującego jakość. Mówiąc dokładniej – konkursu JAKOŚĆ ROKU.

Cieszy się on dużym zainteresowaniem, zatem i pytań na jego temat pojawia się wiele. Spośród nich kilka regularnie się powtarza. Postanowiłem więc na nie odpowiedzieć.

Często słyszę pytanie: Panie Krzysztofie -

czy konkurs JAKOŚĆ ROKU jest płatny?

Odpowiadam wówczas, że jest bezpłatny. Uczestnik programu nie ponosi bowiem żadnych kosztów związanych z kwestiami merytorycznymi jego przebiegu. Cały proces weryfikacji, audyt, kompletowanie i składanie aplikacji, posługiwanie się godłem JAKOŚĆ ROKU – NOMINACJA, ocena i ewaluacja zgłoszeń przez Kapitułę konkursową, dyplom i statuetka potwierdzająca zdobycie nagrody, możliwość bezterminowego posługiwania się godłem JAKOŚĆ ROKU i wreszcie udział w Gali Finałowej pozostają dla uczestnika nieodpłatne.

Wszystkie wspomniane wyżej darmowe korzyści dotyczą laureatów konkursu. Czyli tych uczestników, którzy w procesie oceny zyskali pozytywne opinie. Rokrocznie zdarza się jednak, że część aplikacji otrzymuje negatywną ocenę, wskutek czego wielu kandydatów nie zostaje laureatem.

Podsumowując, stwierdzam że tytułu JAKOŚĆ ROKU nie można zdobyć, jeżeli się na niego nie zasługuje.

Zdarza się, że dla moich rozmówców taka odpowiedź jest niewystarczająca. I wtedy pojawia się pytanie:

czy uczestnik ponosi koszty związane z udziałem w programie?

Odpowiedź na to pytanie brzmi twierdząco. Zgodnie z regulaminem konkursu JAKOŚĆ ROKU,  który każda zainteresowana osoba może odnaleźć na naszej stronie internetowej http://www.jakoscroku.pl/, uczestnik konkursu zobowiązany jest do promowania swojego uczestnictwa na łamach ogólnopolskich mediów, z czym wiąże się pokrycie kosztów publikacji. Są one indywidualnie ustalane, konsultowane i dobierane do potrzeb oraz możliwości  każdej z firm uczestniczących w konkursie. Tytuły promocji prasowej to Magazyn BIZNES RAPORT ukazujący się wraz z Dziennikiem Gazetą Prawną oraz Magazyn BUSINESS & LIFESTYLE wszyty w sam środek tygodnika POLITYKA. Firmy stawiające na promocję internetową mogą skorzystać z portalu www.serwisy.gazetaprawna.pl/jakosc-roku oraz wspomnianej już przeze mnie strony konkursu http://www.jakoscroku.pl/.

Często spotykam się także z niezrozumieniem konieczności promocji. Jest ona wyrażana w pytaniu:

dlaczego promocja medialna jest nierozerwalnie związana z konkursem?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Celem i zadaniem Fundacji QUALITAS jest przecież promowanie dobrych praktyk biznesowych. Dostrzeganie i wyróżniane wszystkich tych firm, dla których liczy się jakość. Uważamy, że można to skutecznie realizować poprzez promocję medialną. Że poprzez Internet i prasę najszybciej dociera się do szerokiego grona odbiorców.

Po drugie, wszystkie nominacje dla uczestników konkursu podawane są do opinii publicznej po to, by każdy Polak miał możliwość odnieść się do ich zasadności. Czytelnik czy internauta, który nie zgadza się z nominacją dla danego kandydata, może przekazać swoje wątpliwości Fundacji. Każdy taki głos dla Kapituły konkursu jest cenny i brany pod uwagę.

Po trzecie, wspomniane wyżej publikacje są dla uczestników konkursu sposobem na wyznaczenie standardów jakościowych innym podmiotom. Pokazują, że można w Polsce myśleć, działać i projakościowo podchodzić do biznesu.

Moi rozmówcy nierzadko zadają też pytanie:

jaki jest prestiż konkursu JAKOŚĆ ROKU?

Uważam, że zdecydowanie najwyższy wśród podobnych polskich inicjatyw. Twierdzę tak, ponieważ konkurs JAKOŚĆ ROKU jako jedyny w Polsce został objęty honorowym patronatem przez jednostkę zagraniczną. European Organization For Quality (EOQ) – czyli Europejska Organizacja Jakości z siedzibą w Brukseli – od ponad roku wspiera naszą inicjatywę. Co myśli o niej dr Eric Janssens, pełniący funkcję dyrektora generalnego EOQ? O tym w poniższym filmie:

O wysokim prestiżu konkursu JAKOŚĆ ROKU świadczy również znamienite grono jego laureatów. Znaleźć wśród nich możemy znane każdemu marki. Wymienię tylko kilka z nich: Beko, Itaka, Orlen Oil, Soraya, AutoMapa, Volish, Topex, Roleski czy Bartek.

O prestiżu i rozpoznawalności konkursu JAKOŚĆ ROKU w Polsce świadczy też fakt, że jego organizator, czyli Fundacja QUALITAS, jest zapraszana na szereg konferencji naukowych i seminariów dotyczących jakości. Tylko w maju br. miałem przyjemność osobiście brać udział w trzech tego typu wydarzeniach odbywających się na polskich uczelniach: Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, Politechnice Śląskiej w Gliwicach i Politechnice Częstochowskiej. Na każdym z nich konkurs JAKOŚĆ ROKU budził duże zainteresowanie obecnych, reprezentujących tak świat nauki i biznesu jak i zarządzania jakością.

Mam nadzieję, że ten tekst pozwoli wszystkim go czytającym zbudować właściwy obraz konkursu JAKOŚĆ ROKU. Jeśli trafią do mnie kolejne pytania, z przyjemnością i na nie odpowiem.

Krzysztof Stadler,
prezes zarządu Fundacji QUALITAS



Bo nie ma innej drogi…?!

„Prasa głupcze!” - chciałoby się sparafrazować słynne słowa Billa Clintona. Tylko jaka ona ma być?! I po co nam ona w ogóle?! I wreszcie czy Internet może ją skutecznie zastąpić?! To pytania, które już od dłuższego czasu spędzają sen z powiek wydawcom tradycyjnych, drukowanych gazet. Na razie odpowiedzi brak.

Wobec braku alternatywy wydawcy prześcigają się w inwestycjach w nowinki technologiczne. Wydania na tablety, smartfony, multimedia, animowane okładki, etc. Można przebierać i wybierać.
Powodzenie tych działań zależy od jednej, ale zasadniczej kwestii: czy internauci zaakceptują płatny dostęp do treści?  Ze względu na tradycyjną internetową bezpłatność to spore wyzwanie. Choć z drugiej strony wszyscy płacimy za Internet w naszych komórkach i iPadach i to dużo więcej niż zakładane 20 złotych, jakie potencjalny internauta ma być skłonny do wydania na treści dostępne w Internecie.

W ubiegłym roku w Polsce nabywców znalazło niemal milion tabletów. To ogromny skok sprzedaży. Przyszłość należy do aplikacji mobilnych. To fakt. Tylko nie wiadomo czy spadek przychodów z reklam drukowanych zrównoważy rozwój e-wydań.

Największą niewiadomą pozostają jednak  zachowania konsumentów. Czy pokolenie dzisiejszych nastolatków w ogóle dostrzega potrzebę czytania prasy? Czy będzie jej szukać? A może wystarczy tylko skroll na pasku gdzieś  z boku, tylko przy okazji?!

Czy jest inna droga?

Ciekawe wnioski płyną z drugiej strony barykady, z telewizji. Ten niedościgniony do niedawna hegemon informacji i rozrywki traci ostatnio widzów na korzyść... Internetu.  Jeżeli ten trend się utrzyma to do walki o rząd dusz reklamodawców w sieci włączy się poważny konkurent.
To może oznaczać, że tradycyjny podział na prasę, radio, telewizję straci rację bytu. A miejsce zajmą globalne sieciowe koncerny multimedialne, oferujące kontent, rozrywkę i multimedia 24h/dobę.

Kiedyś obwiano się, że telewizja zniszczy radio. Nic takiego się jednak nie stało. Czy per analogiam podobnie będzie z prasą codzienną? Wydawcy czekają w napięciu.

Marcin Kałużny,
prezes Agencji Kreatywnej PUBLIC PR



Wszyscy skończymy na Facebooku?

Po okresie marketingu szeptanego, narracyjnego, trendsetterach i innych ambient mediowych sposobach sprzedaży, nastała era Facebooka. Inwestorzy uwierzyli. Mark Zuckerberg, twórca serwisu, spodziewa się nawet 10 mld dolarów po giełdowym debiucie.

Swoje profile na Facebooku mają tacy giganci, jak: Shell, BP, Aral, PGNiIG, Coca-Cola, PKO BP (jako biznes lokalny sic!), ale również Kancelaria Premiera, i wielu innych.

Poprzez portal sprzedaje się ketchupy, soki, napoje, kredyty, wycieczki, ubezpieczenia, prasę oraz idee. I te ostatnie są najmocniejszym punktem serwisów społecznościowych. Przykładem jest chociażby rewolucja w Egipcie, która miała swój początek właśnie na „fejsie". To tam zbierali sie i umawiali przeciwnicy reżimu. To tam można łatwo, prosto i przyjemnie znaleźć osoby o podobnych do nas poglądach i wyrazić swoje niezadowolenie.

Co więcej Facebook zmusza do większej transparentności o czym boleśnie przekonała się pewna firma produkująca pieluchy dla dzieci. I dobrze. Żądza zysku nie może przysłaniać bezpieczeństwa konsumentów.

Facebook wymaga odwagi. To co martwi to bezrefleksyjne powielanie schematów. Jesteśmy na „fejsie" bo nasza konkurencja już tam jest. Przypomina to błędne koło. Nie każdy i nie wszyscy powinni tam być.

Czy zatem Facebook stanie się nowym Edenem dla specjalistów od marketingu? Z pewnością rośnie w siłę. Liczba użytkowników przekroczyła niedawno 900 milionów osób.

Marcin Kałużny,
prezes Agencji Kreatywnej PUBLIC PR



iPad: e-rewolucja czy mydlenie oczu?

Jeszcze przed oficjalną prezentacją iPada okrzyknięto najbardziej oczekiwaną premierą 2010 roku. I trudno się dziwić. Steve Jobs, twórca potęgi Apple, już nie raz udowodnił, że lepiej niż wszyscy rozumie potrzeby współczesnego konsumenta i do tego dużo lepiej niż inni potrafi wykreować nową produktową rzeczywistość.

Dotykowy ekran w rozmiarze XXL, wi-fi i prosta nawigacja ułatwiająca przeglądanie stron internetowych to zdaniem speców z Apple klucz do sukcesu. Dodatkowo iPad wyposażono w funkcję służącą do ściągania i czytania e-booków.

I ta właśnie nowość zelektryzowała  rynek wydawców prasy.

Borykający się ze stale spadającą sprzedażą tzw. papierową wydawcy od dawna szukają możliwości odwrócenia trendu. Rozbudowują serwisy internetowe, sprzedają reklamy w sieci, a  najodważniejsi  wprowadzają opłaty za dostęp do treści publikowanych w Internecie. Wszytko na darmo. Wpływy nadal maleją.

Trudno się zatem dziwić, że wydawcy z huraoptymizmem rzucili się tworzyć wersje dostępne poprzez iPada. Także w Polsce: Rzeczpospolita, Dziennik Gazeta Prawna, Parkiet czy Wysokie Obcasy Extra można przeczytać korzystając z tabletu Apple. 

Cena?! Konkurencyjna! Multimedialność?! Rewelacyjna, oczywiście niedostępna dla zwykłych wydań prasowych nawet tych z okładkami 3D. Treści na iPadzie można przeglądać zarówno w pionie jak i poziomie.  A korzystając z linków zmieszczonych tuż obok artykułów, można łatwo obejrzeć klip, reklamę czy po prostu poszerzyć informacje.

Są też minusy. Tworzenie wydań na iPada wymaga zupełnie nowej organizacji pracy redakcji. Tradycyjne newsroomy nie są w stanie sprostać nowemu zadaniu. Trzeba organizować strukturę od początku. A to dla wydawców oznacza nowe koszty.

W Polsce sprzedano jak dotąd około 800 iPadów  - trudno tu mówić o oszałamiającym sukcesie. A mimo to wydawcy prześcigają się w udostępnieniu swoich gazet za pomocą nowego urządzenia.

Czy zatem warto? 

Dzisiejsza rzeczywistość zmierza do zatarcia różnic miedzy mediami. Za kilka, kilkanaście lat nie będzie już osobnych stacji radiowych, telewizyjnych czy gazet codziennych. A w każdym bądź razie nie w wydaniach papierowych. Wszystko za sprawą Internetu, który w nieodległej przyszłości zintegruje mass media w jeden, spójny choć wielowątkowy świat multimedialnej informacji i rozrywki.

Doświadczenia, zdobyte dzisiaj przez wydawców, w przyszłości, w  wirtualnej rzeczywistości mogą okazać się bezcenne.                                  

I choć iPad ze swoimi ograniczeniami - brakiem aparatu czy choćby wejściem USB - przejdzie już wtedy do historii, to od mobilnych gadżetów ze stałym dostępem do sieci i tak nie uciekniemy.

Marcin Kałużny,
prezes Agencji Kreatywnej PUBLIC PR



Koniec prasy?

Sytuacja wydawców i największych dzienników od lat budzi poważne obawy. Nakłady spadają,  reklamodawcy odchodzą. W efekcie redakcje obcinają etaty, redukując liczbę zatrudnionych. I koło się zamyka. Brak dobrego kontentu, którego nie przygotowują osoby ze stażem i niezbędnym w branży doświadczeniem, pogłębia kryzys.

Papierkiem lakmusowym całej branży są Stany Zjednoczone. Ten najbardziej rozwinięty i zarazem jeden z najbardziej pluralistycznych rynków konsumentów prasy wszyscy obserwują z uwagą.

W ciągu ostatnich 10 lat z powodów finansowych zamknięto w USA ogromną liczbę tytułów - także tych ze wspaniałą, wieloletnią historią. Nakłady spadają dramatycznie. Wydawcy próbują się ratować, przenosząc się do Internetu lub wprowadzając opłaty za dostęp do treści w swoich serwisach. Pierwsza próba podjęta przez koncern medialny Ruperta Murdocha wygląda nawet obiecująco.

Podobnie jest w Polsce.  Jak dotąd nikomu nie udało się odwrócić trendu spadkowego. Ba, nie powiodło się nawet jego zatrzymanie! Gazeta Wyborcza sprzedająca jeszcze niedawno  blisko pół miliona egzemplarzy dziennie  czy Rzeczpospolita tracąca czytelników od lat mogą dziś tylko wspominać dawną świetność.

Zastanawiające jednak, że mimo tych wszystkich trudności, kryzysu, spadających wpływów i odchodzących czytelników, nasi wydawcy radzą sobie nieźle – oczywiście -  jak na obecną sytuację. 

Karkołomnym zadaniem byłoby być dziś prognozowanie, co stanie się z prasą jutro i jak wpłynie na jej kondycję Internet, ale  jak na razie nie można ogłosić upadku prasy. Jak pokazują dane w USA, lepiej radzą sobie ci wydawcy, którzy mimo że wydają e-gazety, zachowali zwykle mocno okrojone, ale jednak wydanie papierowe.

Prasa, jak żadne inne medium, nadaje się do budowy i utrwalania wizerunku. Artykuły, reklamy, akcje społeczne, advertoriale - na to wszystko miejsce jest właśnie w dziennikach. Telewizja tego nie potrafi - czas antenowy jest zbyt kosztowny. Reklamodawcy, także w Polsce, doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Ostatnio pojawiły się nieco bardziej optymistyczne wieści ze Stanów Zjednoczonych. Wydatki na reklamę w prasie nieznacznie , ale jednak, wzrosły. Czy to koniec trendu spadkowego?

Marcin Kałużny,
prezes Agencji Kreatywnej PUBLIC PR



Powodzi sie ... nie

Nie ma znaczenia, czy ktoś się ubezpieczył, czy nie. Nie ma znaczenia, czy rząd pod rękę z p.o. Prezydentem i parlamentem znajdzie dodatkowe środki dla powodzian. Wielka woda zabrała niektórym z nas wszystko. Cały, gromadzony latami dorobek życia. W takiej sytuacji znaczenie ma tylko ludzka solidarność. Nie można więc pozostać obojętnym. Zamiast szukać winnych i przerzucać się inwektywami, zdecydowaliśmy o udzieleniu bezpośredniego wsparcia  powodzianom w tym wyjątkowo trudnym dla nich czasie.

zespół Public PR